Kocham Francję, język francuski i ich kuchnię. Czas spędzony na kontrakcie w Paryżu zaowocował miłością dozgonną do tego miasta.
Paryż jest najpiękniejszy zimą kiedy cały błyszczy świątecznymi dekoracjami i wszędzie można kupić grzane wino, naleśniki, cydr…
Ale tak naprawdę..
O każdej porze roku jest cudownie!
[poucinało nam logo ;) ale wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie]
Przechodząc teraz do przepisu… Umówmy się, coś co leżakuje dobę w winie nie może być niedobre! Tak jest też w przypadku tej wołowiny. Należy zaznaczyć,że nie jestem ekspertką od mięs, a jednak ten przepis wyszedł mi dobrze. Moja wersja jest wypadkową przepisu oryginalnego Julii Child kilku wariacji jakie znalazłam w Internecie. Podstawowym warunkiem sukcesu jest zakup dwóch butelek wina – jednej do zalania mięsa, drugiej do wypicia – nie łudźmy się, że gotując nie wypijecie kieliszka, dwóch, trzech, butelki…. ;)
Potrawę możecie wykonywać w żeliwnym garnku, który można wkładać do piekarnika, albo tak jak ja przygotować ją w normalnym garnku a w piekarniku piec w naczyniu żaroodpornym.
Zaczynamy!
Składniki (porcja dla ok. 5 głodnych osób) :
– 1 kg pieczeni wołowej, najlepiej udźca
– kilka plastrów świeżego boczku
– 1 butelka wytrawnego czerwonego wina ( preferowane burgundzkie )
– 3 marchewki
– 1 gałązka selera naciowego (jeśli nie macie naciowego, spokojnie można pokroić zwykły seler a przed podaniem go wyjąć)
– 1 cebula
– 3 ząbki czosnku
– 8-9 pieczarek lub/i zielona fasolka szparagowa 20-30 sztuk
– 1 – 2 łyżki mąki
– przecier pomidorowy
– przyprawy: sól, pieprz, tymianek, oliwa
– alternatywnie szklanka bulionu wołowego/warzywnego
Do podania z: kluskami lanymi lub pure ziemniaczanym.
Wykonanie:
1. Dzień wcześniej wołowinę pokrój na drobne kawałki i zalej ją butelką czerwonego wytrawnego wina – najlepiej burgundzkiego, jeśli się nie znacie proponuje oszczędzić sobie frustracji i kupić pierwsze z brzegu Bordeaux.
Mięso możecie przed krojeniem trochę „rozbić” tłuczkiem do mięsa.
Niestety nie mam zdjęcia z procesu zatapiania mięsa. Nie jest on nadzwyczaj estetyczny i dość łatwo się poplamić winem, więc uważajcie. Zatopione w garnku mięso przykrywamy pokrywką i wstawiamy do lodówki na około dobę. This is when the magic happens!
2. Po tym czasie odcedzamy mięso od wina. Pamiętajcie tylko żeby powstałego płynu nie wylewać tylko odstawić go chwilowo. Płyn będzie bazą do sosu.
W między czasie kroimy boczek w małe kawałki.
Podobnie z warzywami. Marchewkę kroimy w małe talarki, pieczarki na 2 lub 4 części, cebulę i czosnek siekamy w drobną kostkę.
4. Do dzieła! Na oliwie podsmażamy cebulkę i czosnek. Kiedy już się zrumienią, zdejmujemy z ognia i podsmażamy bekon.
Ważne żeby ich nie przypalić bo potrawa będzie miała gorzki smak.
5. Do podsmażonego boczku dorzucamy wołowinę, warzywa (poza pieczarkami), czosnek i cebulę. Przyprawiamy solą, pieprzem i tymiankiem. Smażymy około 2-3 minut.
6. Kolejny krok to zalanie potrawy szklanką bulionu warzywnego, sosem winnym jaki się wytworzył podczas leżakowania wołowiny w winie (mówiłam, nie wylewać!). Następnie do powstałego sosu dodajemy 1-2 łyżki mąki (żeby nie zrobiły się grudki proponuję do kubeczka odlać trochę sosu i w nim rozrobić mąkę, po czym całość dodać do garnka). A na koniec dodajemy dwie łyżki przecieru pomidorowego.
Tak wygląda potrawa tuż przed włożeniem do piekarnika. Podgrzana, doprawiona
7. Mięso przekładamy do naczynia żaroodpornego i wrzucamy pieczarki (ja tak wolę) lub/i fasolkę szparagową (w oryginalnej wersji).
Całość umieszczamy w piekarniku nastawionym na 160’C na 3 godziny( Tak, T-R-Z-Y nie pomyliłam się;).
8. Efekt końcowy na zdjęciach nie zachwyca bo robiłam je przy niewystarczającej ilości światła. Musicie jednak wierzyć na słowo,że było pyszne!
Wołowinę podałam z puree z ziemniaków (zmiksowane w blenderze ziemniaki z dwiema łyżkami masła).
Smacznego!

















