Gabi wyjechała na wakcje, więc na ten tydzień ja przejmuję stery!
Ten przepis to owoc kolejnych wspomnień z moich ubiegłorocznych wakacji, tym razem z cudownych, jesiennych Bieszczad.
Czy tylko ja widzę tam serduszko :)?

W jednym ze schronisk (chyba pod Małą Rawką) można zjeść naprawdę godne uwagi naleśniki z jagodami…

Nie wiem czy to magia gór czy te naleśniki są naprawdę tak fantastyczne, ale po obejrzeniu zdjęć z tego wypadu niewiele myśląc, przy najbliższej okazji kupiłam jagody.
Naleśniki w ostatnim czasie trochę mi się przejadły, więc wzięłam się za lepienie pierogów dla całej rodziny w ilościach wręcz hurtowych. Na potrzeby bloga zmniejszyłam nieco proporcje. Ciasto do tych pierogów jest na tyle neutralne w smaku,że pasuje do każdego rodzaju nadzienia- i na słodko i na słono.
Na około 12 pierogów potrzebujemy:
– małe opakowanie śmietany (ja wzięłam 18% ale może być 12%)
– 0,5kg mąki
– szczyptę soli
– ok. 300g jagód
– 3-4 łyżki cukru (lub więcej w zależności od upodobań)
1. Myjemy jagody (przyznam , że nie wiem ile tak naprawdę trafiło do pierogów a ile do brzucha kucharki i pomogających „kuchcików” ;) ale szacuję ok. 300g, bo kupionych było pół kilograma) i obficie obsypujemy je cukrem.
2. Mąkę mieszamy ze śmietaną i solą. Ciasto jest bardzo uniwersalne w smaku, więc nadzienie może być albo słone albo słodkie. Zagniatamy je tak długo, aż przestanie się lepić do rąk i wałka. Można je delikatnie podsypać mąką przy wałkowaniu żeby się nie kleiło do blatu, ale ważne jest żeby nie przesadzić z ilością mąki żebyśmy mogli bez problemu zlepić pierogi.
3. Po rozwałkowaniu wykrawamy dowolnej wielkości kubkiem (polecam większy, będzie szybciej ;-) koła, które napełniamy farszem.
Później mocno zlepiamy brzegi pierogów (wszelkie chwyty dozwolone).
Pierogi gotowałam do ich wypłynięcia, w każdej „partii” sprawdzając organoleptycznie, czy już można je jeść, czy jeszcze się muszą podgotować.
Podawane były ze śmietanką i cynamonem.
PS. Zdjęcia niestety są jakie są, bo robiłam je telefonem będąc poza domem i niestety nie zdążyłam zrobić ich zbyt wiele, bo pierogi znikały z talerzy w zastraszającym tempie. Mam nadzieje,że wybaczycie!






Tylko skąd wziąć jagody?
Hmm… z lasu ;)?