Chyba przyszedł czas na pierwszy prawdziwie paryski przepis! [za prawdziwie paryski deser uznaję w swojej prywatnej klasyfikacji fondant czekoladowe i creme brulee]. Banalnie prosty w wykonaniu deser (choć niestety wyszedł mi za 4 razem i dopiero wtedy odkryłam jego banalność;), który można przygotować na kilka godzin przed przyjściem gości [albo wyjąć z zamrażarki i upiec przy gościach albo odgrzać go w mikrofali już po upieczeniu]. Cudownie czekoladowy przepis pochodzi z Journal des Femmes. Robiłam go na swoje pożegnanie w Polsce, stąd na zdjęciach piękna letnia pogoda.
Gdyby ktoś mi powiedział parę miesięcy temu, kiedy to leżałam w szpitalu, w kołnierzu ortopedycznym, zapłakana, załamana wszystkim co mnie w szeroko pojętym „ostatnim czasie dotknęło”, że będę mieszkać przy samej wieży Eiffla i pracować w Paryżu to bym go wyśmiała! Co więcej, Paryż nigdy mi się nie podobał i podczas wcześniejszych wizyt podkreślałam,że nie chciałabym tu mieszkać… Tymczasem po prawie 2 miesiącach tutaj totalnie się w Paryżu zakochałam! Kilka zdjęć z porannego joggingu (i jedno z popołudniowego lenistwa) jako żywy dowód na to,że życie naprawdę potrafi zaskakiwać.
Składniki:
(mnie z tej ilości wyszło 5 kokilek)
– 200 g gorzkiej czekolady ( u mnie Wedel, ale lepiej zainwestować w czekoladę z większym procentem kakao w składzie)
– 150g masła miękkiego
– 150g cukru pudru
– 50g mąki
– 3 jajka
Wykonanie:
1. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej lub w kilku łyżkach mleka. Jajka rozbijamy i wlewamy do osobnej miski. Masło jeśli nie jest wystarczająco miękkie wkładamy na chwilę do mikrofalówki lub podgrzewamy w garnku. Odmierzamy odpowiednią ilość mąki i cukru.
Kolejny krok to połączenie masła z cukrem, dodanie jajek, mąki a na końcu czekolady. Wszystkie składniki dokładnie połączyć najlepiej mikserem. Przyznam się szczerze,że zdarzyło mi się już raz wszystko wrzucić na raz do jednej miski i dokładnie zmiksować a deser się udał, także odwagi!
2. Kokilki smarujemy masłem (nie żałujemy masła! jest dobre na oczy ;) i wlewamy do nich płyn.
3. Masa już nie urośnie za bardzo więc nie musicie się bać,że wykipi. Tak przygotowane kokilki wstawiamy do zamrażarki na około godzinę i możemy zająć się przygotowywaniem czegoś innego na stół dla naszych gości.
4. Kiedy przyjdzie czas na deser, przygotowane kokilki (co za idiotyczna nazwa?!) wkładamy na 150’C do piekarnika i pieczemy ok. 20minut. Już tłumaczę dlaczego około! Poza włączeniem piekarnika musimy włączyć myślenie i obserwować, co się dzieje w piekarniku. W oryginalnym przepisie było nie więcej niż 20minut, ale w moim wypadku pierwsze po tym czasie wyjęte fondant było tak płynne, że nie dało się go wyjąć i gość zjadł w kokilce:) Dopiero ostatnie było w miarę chętnie do współpracy. Po czym poznać kiedy należy je wyjąć? Dzięki dużej ilości masła będziecie widzieć,że brzegi fondant delikatnie się odklejają od kokilek. To jest moment, kiedy należy je wyjąć. Zimnym nożem lub patyczkiem od szaszłyka odseparowujemy deser od brzegów naczynia, po czym stawiamy kokilkę na blacie. Na górę kładziemy talerz i talerz odwracamy (zupełnie tak jakbyśmy chcieli zrobić babkę z piasku) delikatnie wyjmując fondant. Oto efekty!
Najlepiej podawać je z lodami waniliowymi i musem malinowym, którego niestety tym razem nie zdążyłam zrobić. Ale chyba i tak smakowało ;)









Wygląda super! Czekolada jest najlepszym przyjacielem każdej kobiety:)
Czekoladka… Oł jeeee! :)
Piękny i czekoladowy, tak jak lubię :)
Jakiej wielkości kokilki bd lepsze 9 czy 10 cm? Jakich Wy używacie?
Przepraszam,ze dopiero teraz! Nie mam mozliwosc zmierzenia kokilek ale mysle,ze nie nalezy sugerowac sie wielkoscia tylko nalewac odpowiednia ilosc masy czyli 3/4 kokilki. Tak mi sie wydaje,ze najrozsadniej niz np. inestowac w nowe. Obiecuje po powrocie do domu zmierzyc ich srednice. Pozdrawiam!