Kiedy przychodzi jesień ciągle chodzę głodna… Mój organizm, niczym niedźwiadek postanawia na zimę zgromadzić trochę tłuszczyku. Przyznam szczerze, że nieźle mu to wychodzi :) Najchętniej codziennie jadłabym kapuśniak albo żurek, boczek pieczony w przyprawach (uwielbiam!) albo ciężkie majonezowe sałatki. Niestety jeśli nie chce się w szybkim tempie upodobnić do misia, trzeba pohamować swój apetyt i jesienne zachcianki. Dlatego dziś przepis na coś pożywnego, ale tuczącego ździebko mniej niż boczek ;) Aha… Zrobienie tych placuszków zajmie Ci tyle samo czasu co usmażenie jajecznicy ;) Potrzeba czegoś więcej?
Składniki:
– 2 jajka
– 1 szklanka mleka
– 1,5 szklanki mąki (u mnie razowa)
– płaska łyżeczka proszku do pieczenia
– 100 g łososia wędzonego
– 2 garście świeżego szpinaku
– pęczek szczypiorku
– przyprawy: płaska łyżeczka soli, łyżeczka suszonej bazylii, pieprz czarny do smaku
– olej do smażenia
Wykonanie:
Dziecinnie proste ;) Do miski wbijamy jajka, roztrzepujemy. Dolewamy mleko, wsypujemy mąkę zmieszana z proszkiem do pieczenia. Przyprawiamy.


Szpinak myjemy i osuszamy.

Łososia rozdrabniamy w palcach a szczypiorek kroimy.

Wszystko wrzucamy do masy i mieszamy.

Rozgrzewamy patelnię z odrobiną oleju lub oliwy. Ciasto nakładamy łyżką. Placuszki smażymy z obu stron na złoty kolor. Z podanych składników wychodzi ok 10-12 placuszków.
Podajemy ciepłe z jogurtem lub kwaśną śmietaną.


AAAA!!! dzisiaj miałam wszystkie składniki w lodówce a niestety zostały rozdysponowane w inny sposób. Damn ;/
Świetnie wyglądają!
Dzięki Madziu! Na Twoje dobre słowo zawsze można liczyć :)
To bardzo mobilizuje i zobowiązuje :)
Rewelacja! Muszę koniecznie spróbować!!!
Zrobić naprawdę warto ;) Ja się uzależniłam od placuszków więc wkrótce nowe wariacje ;)
Wyglądają bardzo smakowicie:) czekam na nowe wariacji, może bez szpinaku ;)