Chyba każda z nas ma taki moment, kiedy zamiast obcisłych jeansów wybiera luźną tunikę, kiedy ignoruje naleganie partnera na to, by biegać „o 5km więcej” niż zazwyczaj. Każda z nas wyczuwa ten moment, kiedy należy powiedzieć sobie „STOP!” i zacząć stosować zasadę „mniej żreć”. Tylko jak tu mniej „żreć”, kiedy znowu zachciało nam się czegoś słodkiego? Rada żebym zjadła jabłko na parze wywołuje na mojej twarzy szyderczy uśmiech. Z drugiej strony nie ma mowy, żeby się oszukiwać,że zjem „kawałek” czekolady i na „kawałku” się skończy. Tak jak nie ma czegoś takiego jak „jedno piwo” tak i nie ma „jednej kostki czekolady”. W takich momentach staram się wybierać „mniejsze zło” i piec słodycze o mniejszej ilości kalorii. Podobne dylematy dzieliła jedna z moich koleżanek z pracy, mówiąc, że lubi „mieć wrażenie”, że ciasto nie jest kaloryczne i nie tuczy. Dlatego właśnie jej ten przepis dedykuję :)
Przepis pochodzi z książki „Rewolucja na talerzu”, którą notabene bardzo polecam.
Składniki:
Ciasto:
– 3 tabliczki gorzkiej czekolady
– 2 łyżeczki miodu
– 6 jajek
– 100 ml soku z pomarańczy
– skórka z jednej pomarańczy
– szczypta soli (można pominąć)
Polewa:
– 1 pomarańcza
– 1 łyżka miodu
– w oryginalnym przepisie jest jeszcze 50ml Sherry, ale ja nie dodałam i nic się nie stało
Wykonanie:
1. Rozpuszczamy czekoladę z miodem. W mikrofalówce łatwo ją spalić a w kąpieli wodnej przeważnie nie chce mi się robić, więc topię czekoladę w łyżce lub dwóch mleka i dodaję miód. Czekamy aż masa wystygnie.
2. Osobno miksuję żółtka i białka.
3. Utrzepane żółtka mieszamy z masą czekoladową. Po jakimś czasie dodajemy skórkę pomarańczową i wyciśnięty sok.
3. Białka ubite na sztywną pianę ze szczyptą soli (lub bez) delikatnie łączymy z zawartością dwóch misek.
Starajmy się mieszać tylko do połączenia składników – to ważne bo dzięki białkom ciasto urośnie. Zdjęcie wrzucam tylko i wyłącznie dlatego, że lubię ten moment mieszania się kolorów ;)
5. Wkładamy do rozgrzanego do 220’C piekarnika na 10 minut. Jeśli ciasto będzie w piekarniku dłużej zrobi się z niego gąbka a nie wilgotne, puszyste (ale odchudzone) brownie.
6. Oto efekt końcowy…
7. I wzruszające wyrazy wdzięczności za dobry deser ;-)









Przepis brzmi całkiem konkretnie, jak na odchudzone ciasto :)
Ciasto jest pyszne, jadłam. Szczerze polecam…… sekretarka :)
najszybszy z przepisów jaki znam, brownie robi furorę POLECAM